Made in China – chyba każdy wie co to oznacza a jeśli nie – wystarczy wziąć do ręki jakikolwiek produkt, który właśnie mamy pod ręką. Ze świeczką można szukać nawet w hipermarketach produktów bez tego magicznego napisu. Co prawda skończyły się czasy, gdzie chińskie produkty są kojarzone tylko z koszulkami i magnetofonami. Chińczycy robią wszytko, od ubrań, przez samochody, elektronikę, na artykułach spożywczych skończywszy. Większość dużych firm ma właśnie tam przynajmniej część produkcji. Nie będę się jednak rozwodził na temat dużych koncernów, posiadających fabryki w chinach i na temat jakości ich produktów. Poruszę temat bardziej przyziemny… Czyli tanie użytkowe produkty elektroniczne, którymi jest zasypany cały świat w tym Polska. Nasza firma „handluje” z chińczykami od wielu wielu lat, możemy więc z czystym sumieniem powiedzieć, że znamy wszelkie „how too” w tym temacie. Część naszych produktów jest kupowana bezpośrednio z chińskich fabryk. Część produktów jest robiona pod nasze zamówienie przez chińskie fabryki a jeszcze inne produkty, są robione na zamówienie innych europejskich firm. Jedyna wspólna cecha tych wszystkich produktów to taka, że posiadają napis „Made in China”. Jednak produkt produktowi nie równy…
Co innego, gdy kupujemy np. odtwarzacze mp3 zrobione w Chinach a zupełnie co innego, gdy pod nasze zamówienie takie odtwarzacze są robione. Własny produkt jest droższy, ale są tam ściśle określone części, podzespoły, jakość i rodzaj użytych produktów itp. itd. Cały etap produkcji jest ściśle kontrolowany przez agentów. W przypadku zakupu gotowych produktów, kupujemy niejako kota w worku. Nigdy nie mamy pewności co do jakości użytych materiałów… I tak dochodzimy do początku rozważań, które chciałem dziś poruszyć. Rozważań na temat dlaczego Made in China kojarzy się z niską jakością? Dlaczego mówiąc „chińszczyzna” mamy na myśli coś tandetnego? Czy to wina chińczyków? Otóż nie. Jest to wina sprzedawców (importerów) oraz w równej mierze konsumentów, czyli odbiorców końcowych danego produktu. Ktoś zapyta – ale jaki ja mam wpływ na to, co małe żółte rączki zrobią i kiedy się to zepsuje? A no masz i to największy z całego łańcuszka. Wiemy to z naszego długoletniego doświadczenia… Aby to zrozumieć, opisze krótko mechanizm działania. Skupimy się na produktach gotowych, dostępnych wszędzie, niech będą to odtwarzacze mp3 (których nie sprzedajemy, ale zasada jest taka sama). Załóżmy, że są to gotowe odtwarzacze mp3, nie są robione na zamówienie, bo to zupełnie inna bajka
Tak więc firma X zamierza rozpocząć sprzedaż odtwarzaczy MP3. Znajduje fabrykę w chinach, która ma ciekawe odtwarzacze. Kupuje próbki, testuje, sprawdza… Wszystko wygląda dobrze. Jakość bardzo dobra, funkcje i działanie też. Importer inwestuje pieniądze, ściąga np. 10tyś takich odtwarzaczy. Wszystkie przeszły wstępna kontrole jakości w fazie produkcji. Odtwarzacze po opłacenia licencji, transportu, cła, VAT, są sprzedawane w Polsce za 200zł (przykładowo). Produkt zdobywa uznanie klientów. Dzięki świetnym parametrom, funkcjom i jakości sprzedaje się rewelacyjnie. I tutaj zaczyna się faza druga. Inni sprzedawcy, ciężko ich nazwać importerami, posiadają jakieś środki, umożliwiające zakup np. 50 takich odtwarzaczy. Widzą, że produkt jest „hot” i że można na nim zarobić. W początkowym etapie drugiej fazy piszą do importera z prośbą o podanie ceny hurtowej. Importer przy takiej ilości oferuje cenę np. 150zł (dla przypomnienia 200zł detal). Zainteresowany jednak próbuje znaleźć produkt w Chinach…. znajduje kilka fabryk czy ofert firm, które robią już kopie produktów (wiadomo, w chinach wszystko można skopiować) i rozpoczynają negocjacje. W początkowej fazie negocjacji, importer zainteresowany zakupem 50szt dostanie cenę średnio opłacalną, załóżmy że na gotowo wyszły by go 140zł (przy propozycji cenowej od Polskiego dystrybutora za 150zł). Zainteresowany oczywiście posiada próbkę towaru, jest zadowolony z niej i Chiński dostawca podając cenę 140pln ma na myśli właśnie ten konkretny produkt. Wtedy rozpoczynają się negocjacje w stylu „w Polsce mogę mieć za 150, dlaczego u Was 140” więc Chińska fabryka proponuje cenę, która po opłatach wyjdzie nas 120zł… Jeśli to dalej za dużo, uda się pewnie i zejść do ceny 100zł. I tak ktoś, kto ma gotówki na 50 urządzeń, zamiast kupić je od Polskiego dystrybutora w Polsce za 150zł, importuje z Chin za 100zł i sprzedaje powiedzmy za 160zł. Najczęściej taki importer szuka dostawców przez rożnej maści portale, gdzie wszyscy maja status gold five super stars mega member
trafiając na sprzedawce, który ma siedzibę w piwnicy ziemianki. Ale to temat na książkę.
Ktoś powie – no super, rewelacja, widocznie Polski dystrybutor chciał zerznąć żądając kwoty 150zl. Nic bardziej mylnego… Chińczyk zszedł co prawda z ceny, ale nie ma się co łudzić, że kosztem własnego zarobku, bo nie maja zarobków aż tak dużych. Obniżenie ceny odbyło się kosztem…. oczywiście jakości. I tak został rozpoczęty łańcuszek kolejnych zdarzeń. Chińczyk może zapewniać, że jakość się nie zmieniła, ale nie ma się co łudzić. Średnio dba o importera, który kupuje 50szt i jeszcze się targuje. A jeśli jest mega five stars member
to już kompletnie ma wszystko wiadomo gdzie. Firma X sprzedaje urządzenia po 200zl, ale w bardzo dobrej, sprawdzonej jakości. Firma Y te same opisowo urządzenia sprzedaje po 160zł, ale zaczynają się psuć. W międzyczasie dochodzi jeszcze kilku sprzedawców oferujących takie same z wyglądu i funkcji urządzenia po 155zł, 150, 149… Rozpoczyna się faza trzecia. Dylemat dystrybutora, który sprzedaje urządzenia po 200zł. Może wyprzedać wszystko po 140zł, żeby cenowo zbliżyć się do innych sprzedawców osiągając znikome albo żadne zysku lub, wprowadzić urządzenia gorsze jakościowo, które będzie sprzedawał również po 140zł, a za które przy dużych ilościach zapłaci np. 90zł. Jako, że głową muru nie przebijesz i nie da się sprzedawać czegoś za 200zl, gdzie inni mają po 140, ponieważ klienci mówią „Panie, tam maja po 140 a Pan chcesz 200zł” i tłumaczenie klientowi, że jakość, że wykonanie, że gwarancja, na nie wiele się zdaje w większość wypadkach. Wiem to z doświadczenia
A odtwarzacze po 140zł dalej się sprzedają. Zaczynają się pierwsze reklamacje. Sprzedawcy nie stać na naprawy/wymiany, wciska więc klientowi, że nie podlega, że jego wina… I w tej fazie klient, szczęśliwy posiadacz mp3, dochodzi do wniosku – „chińszczyzna”. Dystrybutor pierwszy aby przetrwać, jest zmuszony przez klientów do wprowadzenia tańszych, gorszych jakościowo produktów. I tak koło się zamyka. Dlatego właśnie podkreśliłem na początku, że to klienci w największej mierze przyczyniają się do złego wizerunku chińskich produktów. Zapominają o podstawowych zasadach, że „kupując tanio, kupujesz dwa razy”. Wydaje im się, że w chinach jest wszystko za darmo. Mały importer myśli, że ktoś chce z niego zedrzeć oferując mu coś z rabatem 30% od ceny detalicznej. Wydaje im się, że chińczyk zarabia na produkcji 200% i z chwilą, gdy zejdzie z ceny 50% wydaje mu się, że jest super negocjatorem, i że nie dał się wydymać chińczykowi. Pojęcia zielonego nie ma, że chińczyk też chce z czegoś żyć, i że ryż też kosztuje i schodząc z ceny, drastycznie zszedł z jakości. Jak wspomniałem, posiadamy szerokie doświadczenie w tym temacie i sam widziałem w fabrykach oferty na produkt przedstawiony w trzech egzemplarzach. Na oko niczym się nie różniące produkty, posiadające takie same funkcje, wygląd, kolor… różniące się jednak ceną i to często dość sporo. Dlaczego? Chyba już wiecie. I to wszystko w jednej fabryce.
Chińczycy to niesamowity naród. Potrafią zrobić wszystko, co odbiorca zażąda. Jednak Chińczyk chce sprzedać. Jeśli cena w fabryce za produkt to 100 usd, chińczyk za pewne parę % może zejść z ceny. Ale jeśli importer chce zapłacić 70 usd – chińczyk dalej chce sprzedać, zgadza się więc na cenę 70usd. Wiadomo już kosztem czego. Dostajemy więc to, za co płacimy. Klient w Polsce też ma wybór. Ma ofertę produktu za 200zł od sprawdzonego i wiarygodnego sprzedawcy lub, 140zł od drobnego sprzedawcy na allegro. Klient sam więc dokonuje wyboru i dostaje to, co chce i i za co zapłacił. A zapłacił 30% mniej, dostał więc produkt wykonany z 50% gorszych jakościowo produktów. Są oczywiście wyjątki, ale zgodnie z zasadami matematyki, wyjątek potwierdza regułę. Czy ma prawo dziwić się, że się zepsuło? To tak jak zakupy w markecie, można kupić coca cole, albo kole marki TIP tańszą o 50%. Czy można się dziwić, że kola TIP nie smakuje jak coca cola? Z drugie strony, chińska fabryka jest w stanie zrobić telefon komórkowy niczym nie odstający od parametrów, jakości i funkcji telefonów Nokia. Ale taka jakość musi kosztować. I czy ktoś zapłaci 20% taniej za Chiński telefon nawet, jeśli niczym nie odstaje od Nokii? Za pewne nie… Dlaczego? Bo panuje przeświadczenie, że chińskie = tandetne. A dlaczego panuje takie przeświadczenie? Zapraszam do przeczytania tego artykułu od początku
A już wkrótce może uda się znaleźć chwilę na foto relacje z wizyty w chińskich fabrykach…
Wpadles Jala we własne sidla: z jednej strony udowadniasz ze panujacy poglad, stereotyp (np ten o chinskich produktach) nie musi (i przewaznie nie jest) prawda, a z drugiej strony przyznajesz racje Komplex_GSM, gdy ten miedzy wierszami pisze ze lombard = podejrzany wlasciciel, podejrzana obsluga, brak kultury, jakas rudera z pustymi polkami bo przeciez wszystko idzie pod stolem – nielegalnie, bez paragonow, faktur, gwarancji, kombinowanie jak tu oszukac klienta i wogole wszystkich byle zarobic,paserstwo, złodziejstwo itd itp -TAKI JEST STEREOTYP LOMBARDU. Wedlug niego lombardy istnieja po to by lupic biednych ludzi. Tylko gdyby tych lombardow nie bylo – skad by wzieli te np 100 zl na leki, na jedzenie , na oplaty, na piwo…skoro do pierwszego jeszcze daleko?
Owszem – zdarzaja sie rozne przypadki – jak wszedzie, ale:
Mam lombard połączony z serwisem gsm, urzadzony mozna powiedziec luksusowo, towar wyeksponowany zgodnie z zasadami nowoczesnego marketingu, uwazam sie za czlowieka o wysokiej kulturze osobistej, tego rowniez wymagam od personelu, zarowno ja jak i personel znamy sie na swojej pracy, wykonujemy ja uczciwie, wystawiam paragony, faktury , place podatki, nie wspolpracuje ze zlodziejami, paserami…. Co wiecej mam szerokie grono znajomych z branzy, i o zadnym – o absolutnie zadnym nie powiedzialbym, ze posiada ktorakolwiem z przytoczonych tu negatywnych cech – wrecz przeciwnie. I co? Wydaje mi sie, ze jesli lamac stereotypy – to kompleksowo i konsekwentnie, bo w przeciwnym wypadku brzmi to malo wiarygodnie i wydaje sie byc tematem -zapchajdziura, bo przeciez trzeba bylo cos napisac.
pozdrawiam
K.
Masz racje, chętnie łamie stereotypy. Staram się złamać stereotyp o chińszczyźnie bo wiem o czym mówię – z doświadczenia. Nie prowadzę natomiast lombardu a te, które znam, w większość (nie wszystkie) działają w sposób taki jak opisałeś. Jeśli masz ochotę do przełamania tego stereotypu zapraszam. Napisz artykuł a ja go opublikuję…
W sumie to jest prawda, że cena = jakość ale w handlu liczą się też czynniki POZACENOWE, których u konkurencji nie ma i one potrafią przeważyć o zakupie.
Oczywiście można tutaj przytoczyć dziesiątki przykładów za i przeciw ale z moich obserwacji i pewnych doświadczeń to by się zgadzało.
Przykład: telefon wystawiony w komisie (typowy lombard) za 200pln po ustawieniu go na półce komisu gsm gdzie jakość obsługi jest inna, wystrój itp ten sam telefon sprzedałem za 349, tak ten sam ! Pozostawiam reszte do przemyśleń …
Druga kwestia, że ile ludzi sprzedaje bez paragonów… A potem „to u mnie kupione? kiedy?”
)
prawda… Dlatego kupuje się od sprawdzonych firm, gdzie nawet jak się zepsuje, nikt ci nie powie, że gwarancja akurat w tym wypadku nie obowiązuje…
Klient też niestety jest w pułapce – bo nie wie czy kupując ten odtwarzacz mp3 za 200 (rzekomo dobrej jakości) – nie bierze tego za 150 (gorszej jakości) – a jak ma ryzykować – to chyba lepiej mu od razu kupić gorszy sprzęt. Jak widać wszystko obija sie o \\\’poręczenie jakości\\\’ – sprzedawca musi ręczyć za jakość towaru i musi jednocześnie mieć zaufanie klienta – wtedy może on kupi ten droższy sprzet.